sobota, 9 lipca 2016

Eagle River 2

Cześć :)

Chce Wam dzisiaj opowiedzieć o mojej drugiej wyprawie do Eagle River. Czy ciekawsza? Sami ocenicie. Dla mnie to na pewno były nowe doświadczenia. nowa przygoda. Chociaż od jakiegoś czasu każdy dzień uważam za nową przygodę, nowe doświadczenie.

Ale wracając do tematu. Eagle River. Druga wyprawa do miasteczka miała miejsce tydzień później. 

Tym razem nasz pobyt był znacznie dłuższy. Wyjechałyśmy po południu. Tym razem sklepy nas nie interesowały. Wszystko miałyśmy na miejscu, poza tym w ciągu tygodnia byliśmy w Walmarcie w Rhinelander i mogliśmy dokupić to co potrzebowaliśmy. Jechałyśmy we trzy, dołączyła do nas koleżanka z Węgier, bo chciała z nami przejść się po Eagle River. Zawitałyśmy do tamtejszego pubu. Usiadłyśmy przy barze i zamówiłyśmy drinki. W knajpce były maszyny do gry, ale nam barmanka zaproponowała inną zabawę. Miała tablicę z pozakrywanymi kartami, aby wygrać musiałyśmy znaleźć 3 Asy. Postanowiłyśmy, że każda z nas wybierze po jednej karcie z każdej kolumny i każda z nas wybrała Asa. Takim sposobem wygrałyśmy 50$ do wykorzystania w barze. I już wtedy stwierdziłyśmy, że raczej nie uda nam się tego wydać i miałyśmy nadzieje, że uda nam się całą ekipą kiedyś przyjechać i skorzystać z tej nagrody.


Źródło: Własne

Później koleżanka z Węgier musiała wracać, bo nie miała dnia wolnego i trzeba było przygotować obiadokolację. My natomiast poszłyśmy do kina tam zwanego "Theatre" na "Maleficent" (Czarownica). Maiłyśmy to zaplanowane, bo tak naprawdę co można robić w takim miasteczku? Szczególnie, że to był nasz początek pobytu tam i byliśmy głodni wrażeń, poznawania USA. Stwierdziłyśmy, że nie ma co wracać na Camp tylko zaczerpniemy trochę kultury. W kinie zakupiłyśmy popcorn i colę, bo jakby inaczej. Miałyśmy też świadomość, że na camp możemy przybyć po kolacji, więc nie będziemy miały co zjeść. 
Po zakończonym filmie wracałyśmy na camp. I miałyśmy bardzo miłą niespodziankę:


Zdjęcie mojego autorstwa

Mała rzecz a cieszy :):)



Brak komentarzy: