niedziela, 27 marca 2016

Camp Ojibwa - Food I

Cześć :)

Być może te posty, które piszę teraz o Campie są dla Was nudne. Dla mnie to jedna z największych przygód, sedno tej podróży. To właśnie na Campie Ojibwa zaadaptowałam się, poznałam kilku wspaniałych ludzi, z którymi do dziś utrzymuje większy bądź mniejszy kontakt. Myślę, że przy tym wszystkim mogę Wam przybliżyć jak wygląda życie za wielką wodą. Czy to co pokazują nam w amerykańskich serialach i filmach jest prawdą i w jakim stopniu. I czy reżyserzy tylko wyolbrzymiają niektóre rzeczy, czy też nie.

Dzisiaj chce Wam opowiedzieć o jedzeniu. Tłustym, z dużą ilością soli oraz o tym jak mało apetycznie wyglądało.

Jedzenie się powtarzało, więc mam nadzieję, że nie wyjdzie tego strasznie dużo.
Zaczynamy od pierwszego i najważniejszego posiłku w ciągu dnia, mianowicie śniadania. Zawsze były tosty z pieczywa białego albo razowego, gotowane jajka, masełka, banany, jogurty, inne owoce (na przykład truskawki, winogrona, borówki lub melon), owsianka, płatki śniadaniowe. Już tych rzeczy jest dużo. Taki wybór... a do tego dochodzi, z braku lepszego określenia, danie główne. 
Po pierwsze naleśniki, które w mojej opinii przypominają bardziej nasze racuchy. Były cieńsze od naszych racuchów, do wyboru były bez niczego i z groszkami czekoladowymi. Można do tego było sobie dobrać roztopione masło i/lub syrop klonowy. Lepsze były z masłem i syropem klonowym, ponieważ same naleśniki były suche.
Drugie w kolejności chciałabym opisać tosty francuskie, które jadłam je tam pierwszy raz w życiu, ale nie ostatni. Też było do nich roztopione masło i syrop klonowy.
Były jeszcze dni kiedy na śniadanie była jajecznica, razem z chrupkami ziemniaczanymi tam zwane "tots", nie wiem do czego je porównać. Smażone w głębokim tłuszczu jak frytki. Przeważnie z tym zestawem był jeszcze bekon lub kiełbaski. Można rzec śniadanie mistrzów.


Źródło: google images
W niedziele nie było śniadań tylko były brunche. Zwykle wtedy była jajecznica i bekon, ale także były bajgle, a do nich serek śmietankowy. Podczas brunchy można było się również częstować wędzonym łososiem.

Przechodzimy do lunchów. Dla mojego i mam nadzieje waszego ułatwienia najpierw opowiem o zupach, a potem przejdę do zwanych u nas drugich dań. Będę przy tym używać amerykańskich nazw wraz z tłumaczeniem i krótkim opisem i tego co jest w środku. Zup prawie w ogóle nie jadłam, nie jadłam też wszystkich potraw, które tu opiszę, bo wyglądały nieapetycznie i samo to mnie odrzucało.
Na pierwszy ogień tomato soup, banał zupa pomidorowa, bardziej wyglądało jak krem. W sumie jedyna smaczna zupa. Całkiem podobna do polskiej pomidorowej.
Drugą zupą będzie corn chowder - zupa z kukurydzy. W skład zupy poza kukurydzą wchodzi cebula, seler naciowy i papryka. 


Źródło: simplyrecipes.com

Dalej będzie Minestrone nie ma polskiego tłumaczenia. Gotowana na bazie warzyw takich jak cukinia, marchwi, zielonego groszku. 

Źródło: Wikipedia

Kolejną zupą będzie Potato soup, czyli zupa ziemniaczana... dla mnie samo wyobrażenie zupy ziemniaczanej brzmi niesmacznie. W skład tej zupy poza ziemniakami wchodzi seler naciowy, cebula i bekon.

Źródło: allrecipes.com

W dalszej kolejności chciałabym opisać Matz ball soup na tą zupę też nie mogę znaleźć tłumaczenia. To jest bardziej mięsna zupa. Znajdują się w niej kulki mięsne, kawałki kurczaka, jest gotowana na kurczaku jak nasz polski rosół. Poza mięsem w zupie jest jeszcze marchewka, pietruszka. Biorąc pod uwagę skład, mona nazwać tą zupę rosołem z kulkami mięsa. Przy robieniu tej zupy braliśmy dość spory udział, bo zawsze kilka osób pomagało przy formowaniu mięsnych kulek.


Źródło: Wikipedia

Ostatnią zupę jaką chcę dzisiaj opisać jest Tortilla soup. W tej zupie można znaleźć cebulę, paprykę, pomidory, posiatkowanego kurczaka, a na wierzch zupy kładzie się chrupki tortilli.



Źródło: health.com
CDN...

Brak komentarzy: